Po co piszę i dlaczego tutaj?


Po co właściwie to piszę i dlaczego mielibyście to czytać? Bo to, co piszę, jest dobre, prawdziwe, śmieszne, interesujące.

Wiele osób mówiło mi, że powinnam napisać książkę – bo opowiadam ciekawe historie w nieszablonowy i żywy sposób. No to napisałam książkę – o tym, jaka jest naprawdę emigracja, bez koloryzowania ale i bez polskiego cierpiętnictwa, za to nierzadko ze śmiechem. Chciałam też dokonać swojego rodzaju zapisu czasów, które zmieniły się całkowicie na moich oczach w ciągu kilku lat zaledwie. Gdy wyjeżdżałam z Polski, telefony komórkowe nie robiły jeszcze zdjęć, Facebook był ewentualnie w sferze planów… W ogóle wielu rzeczy, które dziś są oczywiste jak powietrze, jeszcze nie wymyślono. A te rzeczy nieodwracalnie zmieniły nie tylko naszą rzeczywistość ale i nas samych. Ale… nie udało się znaleźć wydawnictwa, które odważyłoby się ją wydać. Oficjalnie wszyscy wymawiali się powierzchownymi pierdamonami o niecenzuralności języka, ale nieoficjalnie dowiedziałam się, że zdaniem wydawców tekst jest zbyt kontrowersyjny…



Pomyślałam wiec, że mnie to wali. Nie – to nie. Nie będę się szamotać z gromadą fajfusów, błagać, żeby uprzejmie zgodzili się zarobić na mnie trochę kasy. Książka na papierze już dawno przestała być jedyną formą komunikacji z czytelnikiem. Mamy epokę blogów i elektronicznej lektury. I choć w sferze blogów   jestem ciemna jak tabaka w rogu – znam pewną mądrą kobietę, która pomogła, a efekty będziecie czytać zaraz. Mam nadzieję – z zainteresowaniem i  przyjemnością.  Co prawda, nie jestem zupą pomidorową, żeby mnie wszyscy lubili, zatem, jeśli komuś nie będzie przyjemnie – niechże się nie zmusza, rzecz jasna. Tych zaś, którzy czują się zachęceni – zapraszam 🙂


Dziesięć rozdziałów i co dalej

Kochani, sprawa wygląda tak: pisanie tej książki zajęło mi rok. A potem potrzebowałam jeszcze kilku tygodni, żeby

👉 poprawić przecinki,

👉 sformatować nagłówki,

👉 pousuwać podwójne spacje,

👉 powstawiać separatory,

👉 sprawdzić, czy wszędzie są zdjęcia i czy pasują do tematu rozdziału.

Sporo pracy i wiele godzin przed monitorem. Dlatego zapadała decyzja: dostęp do pierwszych dziesięciu rozdziałów będzie otwarty dla każdego — ale kolejne 64 rozdziały będą już dostępne dla zalogowanych użytkowników, którzy 1. zaakceptują regulamin i 2. dokonają niewielkiej opłaty.

Opłata rzeczywiście jest niewielka, bo wynosi 34,99 PLN. Można ją nazwać wręcz opłatą symboliczną. To tak, jakbyście na Patronite postawili mi wirtualną kawę.

Myślę, że 10 rozdziałów to wystarczający kawałek lektury, żebyście ocenili, czy Was to interesuje i czy chcecie czytać dalej moją emigracyjną jednopokoleniową (jak na razie) sagę. Nie ukrywam, że będę zachwycona, jeśli na pytanie “czy chcecie więcej” odpowiecie TAK. Nie tylko dlatego, że dzięki każdemu z Was ja rzeczywiście wypiję dobrą kawę w kawiarni. Ale przede wszystkim dlatego, że Wasza decyzja, by poświęcić te 34,99 PLN będzie dla mnie sygnałem “cenię to, co zrobiłaś, podoba mi się, uważam, że jest warte tego, by sięgnąć do paypala”.

Dlaczego o tym piszę? Bo chcę być fair w stosunku do Was: żebyście byli uprzedzeni, co Was czeka — a nie, że dojdziecie do 11. rozdziału, a tu niespodzianka — zawartość niedostępna. Chcę, żebyście od początku wiedzieli, co się szykuje. Żeby to tylko podgrzewało Wasze apetyty, bo — jak napisałam w tytule całości — to, co pisze, jest dobre, prawdziwe, śmieszne, interesujące.

A teraz zapraszam: czytajcie pierwszą dziesiątkę, a po niej kolejne 64 rozdziały!