10. Pierwsze kroki emigrantki i kolejne kroki miłości  

Ale wracając do mnie i moich pierwszych poczynań… Niewielkie pieniądze, które miałam ze sobą, wydałam na brytyjską kartę sim — musiałam mieć lokalny numer telefonu, bo inaczej nie mogłabym szukać pracy.


Kupiłam też kilka razy bilet na autobus i tytoń do skrętów. Potem chodziłam już tylko na piechotę, wszędzie. Miałam krwiaki na nogach. Zbierałam pety na ulicy, kruszyłam je  i skręcałam sobie papierosy, bo miałam zapas bibułek. Raz znalazłam prawie całe cygaro. To był dobry dzień — z tego cygara wyszło mi chyba z piętnaście fajek. Kradłam papier toaletowy w kiblu biblioteki publicznej, gdzie mogłam korzystać z internetu „za free”. Marzłam, bo maj wcale nie był ciepły, a kaloryfery były u mnie wyłączone – oszczędnościowe działania państwa Scrooge. Tęskniłam. Płakałam i cieszyłam się, że często pada, bo wtedy miałam mokrą twarz i nie było widać łez.

„No po prostu jakaś dziewczynka z zapałkami ” – myślałam o sobie i już nie wiedziałam, czy to śmieszne, czy straszne. Schudłam cztery kilo w ciągu sześciu tygodni. Ale byłam uparta, zdesperowana i wiedziałam, że  się nie dam i że, jak mawiał pewien mądry człowiek z przeszłości, dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. I wtedy przyjechał Jerzyk.


Miłość i powinowaci

Czekałam na niego na lotnisku chyba półtorej godziny, bo przyjechałam za wcześnie, ze strachu, że się spóźnię. Przywiózł kiełbasę i pięć funtów. Kiełbasa była od Weronki, a w pięć funtów wyposażyła go na podróż bogobojna i miłosierna powinowata. Katolickie miłosierdzie powinowatej odczulam na swojej skórze kilkakrotnie. Dużo później dowiedziałam się, że ta… wielorybica, mając oczywiście dobro Jerzyka na względzie, grała pierwsze skrzypce w intrydze rodzinnej (intryga, oczywiście, również miała na celu dobro Jerzyka), mającej doprowadzić do naszego rozstania.

Zdaniem bowiem lepszej części ludzkości, reprezentowanej przez najlepszych, nie byłam właściwą partnerką  życiową dla tak znakomitej partii, jak Jerzyk, który zarabiał 1200 złotych, pracując w supermarkecie i mieszkał w pokoju przy mamusi i swym najstarszym bracie, jego żonie i córce. Toż to od razu widać, że kierowała mną interesowność. Nadto, byłam od niego znacznie starsza, miałam duży tatuaż, nie wierzyłam w boga, miałam jakąś córkę, moja uroda budziła zdenerwowanie, a inteligencja sprzeciw.

Same wady więc. Z racji tych wad, w poczuciu wzmiankowanej troski o młodego głupka, który zapewne nie wiedział, co robi i z kim, postanowiono wysłać go do Kanady, gdzie od 20 lat przebywała jego siostra. I to wszystko było już załatwione, z wizą włącznie. I wszystko by się udało, gdyby ów młody głupek, nie wiedząc, co czyni,  nie wysrał się na ten plan i nie przyleciał tam, gdzie na niego czekałam. I właśnie przytulałam się do skórzanej kurtki, w której kilka miesięcy wcześniej przerobiłam kołnierzyk. I w tym momencie zagrały dzwony ogłaszające nasze zwycięstwo nad katolickim miłosierdziem i troską rodzinną.

Obydwoje powinniśmy byli uważniej tych dzwonów słuchać, ponieważ w ciągu następnych lat kilkakrotnie jeszcze doświadczyliśmy dobrodziejstw troski i miłosierdzia powinowatych, zanim powiedzieliśmy tymże ostateczne: won.


Miły Gościu, to koniec części udostępnianej za darmo.
Aby czytać dalej poproszę Cię o wykupienie dostępu do pozostałych 64 rozdziałów.
Ile to będzie kosztować? Dokładnie 34,99 zł. Czyli tyle, co średnia pizza w restauracji. Nie wahaj się, kliknij przycisk poniżej!