6. Obszczane popołudnie

Wróciliśmy do apartamentu na obiad. Znowu kryształowe kieliszki i wino, tym razem czerwone. Szacowny staruch urozmaicił nam czas obiadu zeszczaniem się w gacie, o czym dowiedziałam się chcąc nie chcąc, ponieważ poinformował mnie o tym wydarzeniu bez żenady i zażądał pomocy.


Zawezwałam  portugalskie siły sojusznicze. Odsiecz przybyła  ze specjalną butelką na szczynę, odpakowała tę stuletnią fujarę, podstawiła pod nią butelkę… Nie widziałam reszty zabiegów kosmetycznych, ponieważ zwiałam do innego pomieszczenia, myśląc, że to dla dziada krępująca sytuacja. Piramidalne nieporozumienie. Później zapytał mnie, dlaczego wyszłam. Odpowiedziałam, zgodnie z prawdą, że nie chciałam go krępować. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem i powiedział, że nie ma zamiaru mieć przede mną takich tajemnic. Czad.

Zrozumiałam, że powinnam była nie tyle wzywać jego opiekunkę, ile sama rzucić się do działania nad tym zaszczanym, starczym fiutem, wykazując ekstatyczne zainteresowanie. Bałam się tej rozmowy, ale właśnie wtedy powiedziałam, że nie nadaję się do tej pracy i nie mogę jej wykonywać. W tym momencie jego gęba wyglądała dokładnie jak twarz typowego szefa, któremu podwładny właśnie wskazał jego błąd, albo kogoś, kto za chwile będzie wymiotował. Ale szybko się opanował, skurwysyn, na pewno miał ogromną praktykę w panowaniu nad sobą. Nie da się dojść do majątku wartego 300 mln dolców bez umiejętności kontrolowania emocji.

Ja chyba nie potrafię sobie radzić z emocjami aż tak, więc byłam nieźle wydygana, ale wytrwałam na pozycji do końca. A skończyło się dokładnie według Bodkowych prognoz – dowiedziałam się, że mam sobie kupić bilet, jak najszybciej, bo to i tak zajmie kilka dni, w międzyczasie korzystać z przestrzeni gościnnej i  spacerów. Posiłki mamy jadać razem, ponieważ on nie lubi jadać sam. Mam również reagować na dzwonki w nocy, w razie czego. Czego?!!! Na „w razie śmierci” bardzo chciałabym nie reagować. W związku z tonem jego głosu pomyślałam, że może spakuję się i przekoczuję kilka dób na lotnisku, ale szybko się rozmyśliłam. Dlaczego właściwie? Jestem, kurwa mać, ofiarą tej sytuacji, reklamacje zgłaszaj dziadygo do Betki. Jeśli  dałeś za mnie kasę, to se ją teraz odbieraj, mam to w dupie. Skoro już tu jestem, to zamierzam spędzić kilka miłych dni.